Zbigniew Rokita
Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku

Zanurzmy się w historię pewnej rodziny z Górnego Śląska. 

A może z Lwowa? 

W każdym razie tej, która wygrała wojnę. 

Chociaż czy oni czasem jej nie przegrali? 

Tej pochodzącej z dawnego cesarstwa. Albo z kresów? 

Tej wypędzonej po wojnie. Tylko czy właśnie to nie ona wypędzała?

Nie sposób się w tym połapać. Ciekawie jednak zaczyna się robić gdy zdamy sobie sprawę, że to cały czas jedna i ta sama rodzina. Dajmy się więc zaprosić autorowi w podróż do podstaw jego tożsamości, a przy okazji może uda nam się zgłębić historię całkiem pokaźnej części naszego kraju. Części, która jako jedyna leżała w 3 zaborach. A może sama była jednym z zaborców? 

Mowa tutaj oczywiście o Górnym Śląsku. Krainie leżącej obecnie w granicach województwa śląskiego oraz opolskiego, a także w Czechach. Regionie, którego niewielki skrawek po Wielkiej Wojnie trafił w polskie ręce, choć wcale nie było to takie oczywiste. Równie prawdopodobnym scenariuszem mógł okazać się np. ten niepodległościowy, który dzisiaj pewnie nazwalibyśmy inaczej – separatystycznym. Światowe mocarstwa podpisując Traktat Wersalski zdecydowały jednak nie dawać takiej szansy mieszkańcom. Zarządzony więc został plebiscyt, w którym ok. 60% Ślązaków opowiedziało się za przynależnością do Niemiec. Czy możemy się dziwić? Czy my sami, postawieni przed takim wyborem wybralibyśmy państwo w zasadzie od pokoleń nieistniejące? Państwo, którego ostatecznego przebiegu granic jeszcze nie znamy? Polska w osobie m.in. Wojciecha Korfantego nie zaakceptowała jednak takich wyników głosowania, co doprowadziło do wybuch III Powstania Śląskiego. W rezultacie rejon ten w 20-leciu międzywojennym został rozdarty pomiędzy dwa kraje. Oczywiście w całej tej międzynarodowej kłótni nie chodziło o ludzi, czy o spuściznę. Tylko o przemysł.

 

„Długo po wojnie utrzymywała się niepewność, czy granica się znowu nie cofnie, czy Niemcy nie wrócą – mówi pan Franciszek. – Na Śląsku rozwijało się skrót NSDAP jako „Nasi są daleko, ale powrócą.”

 

Zmierzmy się więc z czasami, kiedy górnośląska, polsko – niemiecka granica była tą najczęściej uczęszczaną. Mimo tego z biegiem lat, społeczności po obu jej stronach coraz bardziej się od siebie różniły. Piszę „zmierzmy się”, jako że w rejonie tym tożsamość nie jest rzeczą oczywistą. Tutaj, w babcinych komodach do dzisiaj leżą zakurzone dokumenty, sygnowane swastyką, a na pytania o dziadków reaguje się raczej nerwowo.

 

„Nauczycielka historii zadała nam wypracowanie na temat: „Jak bohatersko nasi dziadkowie walczyli we wrześniu trzydziestego dziewiątego”. Dla większości uczniów to był twardy orzech do zgryzienia. (…) Wtedy nie rozumiałem jeszcze, dlaczego w rdzennie Śląskich dzielnicach dzieci dorastały bez nich i gdzie oni się wszyscy podziali. (…) Gdy przyszedłem nazajutrz do szkoły, okazało się, że niemal nikt nie odrobił zadania. (…) Niektórzy próbowali bowiem dopytywać w domu, co dziadkowie robili we wrześniu pół wieku temu. Wówczas albo napotykali ścianę milczenia, albo zdecydowaną odmowę rodziców, żeby o tym rozmawiać. Patrząc na to z perspektywy czasu, najbardziej uderza mnie jednak, że nasza nauczycielka – pochodziła gdzieś spod Kielc – za nic nie potrafiła pojąć wtedy, dlaczego akurat tym razem osiemdziesiąt procent klasy nie przygotowało choćby kilku zdań. A czego się spodziewała? Że przyniesiemy rodzinne wspomnienia o dziadku, który we wrześniu 1939 roku walczył w Wehrmachcie?”

 

Uczą nas w szkołach jak „wyzwalane” były przedwojenne polskie terytoria przez Armię Czerwoną. Wyobraźmy sobie więc przez chwilę jak to musiało wyglądać na przedwojennie niemieckich ziemiach Górnego Śląska. Na początku wraz z frontem dotarli tu Rosjanie. Zaraz po nich przyszli polscy szabrownicy, a następnie urzędnicy z zadaniem zmazania wszelkich znaków niemieckości tych ziem. Zmieniano więc imiona, nazwiska, nazwy ulic. Palono książki, niszczono przedmioty. Polska wróciła na swoje dawne, piastowskie włości z impetem – buldożerem.

 

Nie przekraczaliśmy granic, to one nas przekraczały”

 

Historii nie da się jednak tak łatwo wymazać. Tym bardziej nie w regionie, który w trakcie życia zaledwie kilku pokoleń zmieniał przynależność państwową kilkukrotnie. Po roku ’89, już w wolnej Polsce, z szuflad starych mebli wysypały się niemieckie fotografie, a śląskie dzieci zaczęły nosić się w ubraniach przysłanych przez Familie z Zagłębia Ruhry o podobnym nazwisku, ale pozbawionym znaków diakrytycznych. 

 

„Gdy nadchodziły święta, na okolicznych ulicach tłoczyły się audice i ople na blachach z Dortmundu, Bochum i Düsseldorfu, swoim warkotem zwiastowały rychłe przybycie zajączka na Wielkanoc lub Dzieciątka na Gwiazdkę. Ich kierowcy wytaczali się na zewnątrz i mówili o autobanach i tanksztelach, a miejscowi odpowiadali nie wiedzieć czy to po śląsku, czy po niemiecku chóralnym „ja, ja, ja”.

 

Obecnie województwo śląskie jest ułamkiem tej historycznej krainy sięgającej niegdyś od Ostrawy do Zgorzelca (wraz z Dolnym Śląskiem). Paradoksalnie, większość jego administracyjnej granicy wypełnia Małopolska. Można by się więc zastanowić nad poprawnością jego nazwy. Znajdziemy tutaj przenikające się miasta, konurbację, w której ciężko zauważyć granice. Niektóre z tych miast, jak np. Bytom są żywym ostrzeżeniem do czego może prowadzić nieprzemyślana  gospodarka górnicza. Miasto dosłownie zapada się w podziurawionej jak ser szwajcarski skale. Sztandarowym przykładem jest dzielnica Karb leżąca obecnie 18 metrów niżej niż jeszcze 50 lat temu.

 

„(…) na stronie MSWiA trudno dziś znaleźć informacje o największej w Polsce mniejszości. W zakładce „Charakterystyka społeczno-demograficzna mniejszości” omówiono czternaście uznanych grup – nawet liczącą trzysta czternaście osób mniejszość karaimską – ale o Ślązakach nie ma ani słowa. To luka wynosząca kilkaset tysięcy dusz.”

 

To wszystko składa się na niesamowity obraz miejsca i zamieszkujących go ludzi. Obraz, który nie jest czarno-biały i warto żebyśmy wszyscy to rozumieli.

 

„(…) to właśnie moje drzewo genealogiczne najlepiej opowiada historię tego miejsca.

Moja babka ojczysta z Iwowskiego ojca i góralskiej matki.

Mój dziadek ojczysty z podczęstochowskiej wsi.

Moja babka macierzysta z Górnego Śląska.

Moj dziadek macierzysty z podkarpackiej wsi.

To przepis na dzisiejszego Ślązaka”