Ryszard Kapuściński
Heban
Wybierzmy się w historyczną podróż do Afryki, na kontynent wyzwalający się z uścisku europejskich kolonii.
„Europejscy kolonialiści (…) dzieląc między sobą Afrykę, upchali około dziewięć tysięcy królestw, federacji i bezpaństwowych, ale samodzielnych związków plemiennych, jakie istniały na tym kontynencie w połowie XIX wieku, w granicach zaledwie czterdziestu kolonii. Tymczasem wiele z tych królestw i związków plemiennych miało za sobą długą historię wzajemnych konfliktów i wojen.”
Afryka z tamtych czasów to zlepek społeczeństw, klanów i rodzin, w których tkwiła głęboko zakorzeniona tradycja oraz wierzenia, ale także wizja przejęcia intratnych stołków urzędniczych kolonizatorów opuszczających kontynent. Zerwanie z kolonializmem było możliwe gdyż czarnoskórzy żołnierze w szeregach europejskich armii podczas II wojny światowej zobaczyli słabość białego człowieka.
„Zwierzyłem mu się, że ciągle mnie okradają. Sulejman uznał to za rzecz zupełnie normalną. Kradzież jest formą – przykrą, to prawda – niwelowania nierówności. To dobrze, że mnie okradają, stwierdził, to nawet przyjazny gest z ich strony. W ten sposób dają mi znać, że jestem im użyteczny i że w związku z tym mnie akceptują. W gruncie rzeczy mogę się czuć bezpieczny. Czy coś mi tu kiedyś groziło? Przyznałem, że nie. A no właśnie!
Będę tu bezpieczny tak długo, dopóki pozwolę się bezkarnie okradać. W momencie kiedy zawiadomię policję i zaczną ich ścigać – lepiej, abym sie stąd wyniósł.”
Ryszard Kapuściński opisując wydarzenia tamtych czasów jednocześnie opisuje przygody napotkane na afrykańskim kontynencie. Spotkanie ze stadem bawołów, walka z kobrą egipską, przeprawa przez Serengeti – wszystkie osobiste historie niesamowicie ubarwiają całą książkę, która staje się dzięki temu bliska czytelnikowi.
Czy polecielibyście na ogarniętą przewrotem wyspę wiedząc, że rewolucjoniści atakują każdym zbliżający się do niej środek transportu? Nie zawahalibyście się wsiąść wraz z innymi reporterami do łódki aby pod osłoną nocy spróbować uciec na stały, oddalony o 75 mil ląd bez doświadczonego sternika i wiedzy żeglarskiej?
Należy zadać sobie pytanie czy te wszystkie historie są wiarygodne. Afrykańska kultura, poza islamską północą, przez całe wieki pozostawała niepiśmienna. Cała historia przekazywana była z pokolenia na pokolenie ustnie, przyjmując finalnie postać mitu. Czy czyni to ją mniej wiarygodną? Sytuację tą można odnieść także do samych książek autora. Czy znany nam dziś fakt, kwiecistego ubarwiania swoich opowieści lub wręcz tworzenia historii, które nigdy nie miały miejsca umniejsza edukacyjny ich aspekt?
„W Europie człowiek na ulicy zmierza na ogół do określonego celu. Tłum ma kierunek i rytm, rytm często nacechowany pośpiechem. W mieście afrykańskim tylko część ludzi zachowuje się podobnie. Reszta nie idzie nigdzie: nie ma dokąd i po co. Snują się, przesiadują w cieniu, gapią się, drzemią. Nie mają co robić. Nikt na nich nie czeka. Najczęściej są głodni. Najmniejsze wydarzenie uliczne – kłótnia, bójka, schwytanie złodzieja – gromadzi od razu tłum tych ludzi. Bo są tu wszędzie – bezczynni, nie wiadomo na co oczekujący, nie wiadomo z czego żyjący – gapie świata.”
Praktycznie z każdej strony książki bije niesamowita bieda społeczeństw afrykańskich w porównaniu z europejskimi. Opisy ludzi nie posiadających dosłownie niczego, nawet koszuli do odziania, spędzających dzień na przesuwaniu się wraz z cieniem chroniącym ich od prażącego słońca, działają na wyobraźnie czytelnika. Czytelnika, dla którego problem tak głębokiej biedy jest nierealny.
„Obraz Afryki jaki ma Europa? Głód, dzieci-szkieleciki, sucha spękana ziemia, slumsy w mieście, rzezie, AIDS, tłumy uchodźców bez dachu nad głową, bez odzienia, bez lekarstw, wody i chleba. Więc świat spieszy z pomocą. Jak w przeszłości, tak i dziś Afryka jest postrzegana przedmiotowo, jako odbicie jakiejś innej gwiazdy, jako teren i obiekt działania kolonizatorów, kupców, misjonarzy, etnografów, wszelkich organizacji charytatywnych.”
Książka wciąga niesamowicie, pobudzając jednocześnie tęsknotę za przygodą i podróżą. Niezależnie od niepewnej reporterskiej wartości, stanowi ona solidny historyczny podkład i zarys wydarzeń ze Starego Kontynentu XX wieku.